Smaki Wietnamu i Kambodży

Smaki Wietnamu i Kambodży zaczarowują złożonością i głębią. Wśród kuchni świata dania te słyną ze świeżych składników, bogactwa warzyw, owoców morza i zdrowego sposobu przyrządzania. Każda z potraw, kolorowa i wieloskładnikowa, pełna jest aromatycznych i mało popularnych u nas przypraw. Magia wietnamskich i kambodżańskich potraw wynika z odmiennego niż w kulturze europejskiej sposobu łączenia ze sobą składników i przypraw oraz z bogatej kultury gotowania i spożywania posiłków.

kambodżaKuchni tej części świata nie da się zamknąć w artykule czy nawet książce. Każdy region ma swoje odrębne tradycje i mnogość tradycyjnych dań, deserów, napojów. Moja recenzja będzie więc mocno wybiórcza i bardzo osobista. Zacznę od tego, co zaczarowało mnie najbardziej: słynąca na całym świecie wysokogatunkowa kawa. Niezwykle aromatyczna, przyrządzana w niespotykany u nas sposób.

W dusznym i gorącym klimacie, nadzwyczajnie orzeźwiająca: bardzo mocne espresso, do tego słodzone skondensowane mleko i kruszony lód postawią na nogi każdego.  Cafe Sua Da, bo tak ją nazywają, dostępna jest właściwie wszędzie, od dobrych restauracji po przydrożne stoiska z Fast foodami. Zostanie nam podana w wysokiej szklance lub plastikowym zamykanym kubku, abyśmy mogli zabrać ją na wynos.

Zaopatrzeni w orzeźwiający napój, możemy przyjrzeć się bogatej kulturze jedzenia i gotowania, zupełnie innej niż nasza, europejska, co rzuca się w oczy od samego początku. Zupełnie inaczej rozumie się tu zasady higieny. O czymś takim jak Sanepid, w wielu, a może większości miejsc tu nie słyszano. Przenośną kuchnię otworzyć może tu każdy, wytaczając na ulicę prowizoryczny palnik na kółkach, ustawiając go w dogodnym miejscu, najlepiej w centrum najbardziej uczęszczanych części miasta. Do tego obowiązkowo przenośna lodówka wypełniona kostkami lodu i kilka plastikowych krzesełek, sięgających do pół łydki. W takich polowych kuchniach Wietnamczycy potrafią wyczarować najbardziej zmyślne i wieloskładnikowe potrawy, a taki sposób jedzenia wprost na ulicy cieszy się dużą popularnością. Jeśli ktoś nie dysponuje takim sprzętem, krewetki, kurczaki czy inne przekąski przyrządzić może w domu, a później sprzedawać wprost z wiklinowych płaskich koszy połączonych drewnianym kijem opartym na ramieniu.

„Białych” bardzo często odstrasza od takich miejsc rzucający się w oczy brak higieny, jednak być w Wietnamie i nie spróbować smaków ulicy, to tak, jakby być w Londynie i nie zobaczyć Big Bena .

Europejczyków pociągają zazwyczaj w azjatyckiej kuchni niezwykłe produkty. Kto dobrze poszuka, na pewno załapie się na danie z psa, węża, kałamarnicy, na soczystą larwę czy prażonego pająka. Jednak, żeby zakochać się w wietnamskiej czy khmerskiej kuchni wystarczy spróbować „zwykłego” kurczaka czy zupę z owoców morza. Jak w każdym kraju, smaki mają swoje wariacje zależne od regionów, klimatu i wpływów – od chińskich po indyjskie. Tradycyjne posiłki składają się z wielu dań w niewielkich porcjach.

Popularne, również na śniadanie, są zupy podobne do naszego rosołu, mniej lub bardziej treściwe, zawierające warzywa i mięso. Do tego 2 lub 3 dania z mięsa lub owoców morza, podawane z niezwykle aromatycznymi sosami i świeżymi ziołami, talerze warzyw i oczywiście gotowany na parze ryż. Z całej wyprawy najbardziej w pamięć zapadła mi podana przy granicy z Kambodżą wołowina na gorącym kamiennym półmisku, w aromatycznym słodkim sosie, diabelnie słona, pokrojona w małe kawałki, uduszona w gęstym, mocno przyprawionym oleju.

W Phnom Pehn, stolicy Kambodży,  oczarował mnie kurczak w sosie curry z trawą cytrynową podany w łupinie kokosa. W Siem Reap z kolei, zachwyciły mnie obłędne sajgonki, przyrządzone z delikatnych warzyw i mięsa, z chrupiącą, ale miękką panierką, podane z rewelacyjnym sosem.  Do tego przepyszna zupa – krem z dyni i kurczaka.

Z kolei w Sajgonie jadłam najlepszą w życiu rybę w nieziemskiej panierce, podaną oczywiście z ryżem. Każdemu z tych dań towarzyszyła niezwykła atmosfera lokalnych knajpek. Magii każdemu posiłkowi nadaje klimat restauracji, zazwyczaj otwartych wprost na zatłoczoną ulicę, urządzoną w prosty, często wręcz prymitywny sposób, nie grzeszącą czystością.

Do tego duszny klimat, zupełnie inna niż nasza mentalność ludzi, inny cykl dnia, inne problemy. Jakbyśmy znaleźli się w zupełnie innej rzeczywistości, do której warto pojechać. Zakosztować, posmakować, zerknąć, może lekko się oswoić. Spróbować smaków, klimatu, słońca i deszczu. Ulicy, zakamarków, restauracji, słońca, klimatu i smaku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *